|
Jestem zaledwie małym ziarenkiem piasku, którym włada wiatr.
Blog > Komentarze do wpisu
czas który umiera - gdzieś tam na końcu tęczy
Pragniemy, żeby miłość trwała, a wiemy, że nie trwa, choćby cudem miała trwać przez całe nasze życie, i tak urwie się w jakiejś chwili. Żadna istota, nawet najbardziej kochana, nigdy do nas nie należy. Na okrutnej ziemi, gdzie kochankowie umierają czasem rozdzieleni, a rodzą się zawsze z dala od siebie, absolutna komunia na cały czas życia jest niemożliwym żądaniem.Albert Camus
Pamiętasz mówiłem Ci że jestem jak motyl. Pewnego dnia usiadłem na pięknej dłoni. Była taka nadzwyczajna i urokliwa. Rozłożyłem w Twoim blasku swoje skrzydła. Było mi ciepło, przytulnie, bezpiecznie. Zachwyciła Cię moja delikatność, kruchość, wrażliwość. Pokazałem i oddałem Ci mój mały świat .Taki zwyczajny, prosty, w niczym nieszczególny. Tak bardzo mi się to podobało i widziałem jak wkładasz mnie do serca, że zapomniałem Cię ostrzec przed tym jak bardzo jestem kruchy i delikatny. Ty pełna szczęścia i uniesienia chwyciłaś mnie za skrzydła. Nieświadoma zrzuciłaś mój magiczny pyłek i zgniotłaś niewidoczne mięsnie. Ja powtarzałem ,że jestem motylem a Ty uparcie ,że jestem aniołem. Sam już nie wiem kim jestem bo byłem przekonany ,że anioły tak łatwo nie tracą swych umiejętności do lotu a tu się okazuje ,że są równie kruche jak motyle. Zaczęłaś mnie wyprowadzać ze swojego domu. Właściwie to nigdy tam nie mieszkałem ale żyjąc w Twoich myślach byłem tam nie raz wyobrażając sobie Twoje codzienne zajęcia i to sprawiało, że czułem tak jakbym tam był w rzeczywistości. Pakowałaś mnie nerwowo w swojej sypialni. Nie było mnie tam ale miałem jeszcze tą umiejętność ,że czując widziałem to oczyma wyobraźni. Ja siedziałem na Twoim podwórku ,które tonęło od piór. Małych tych puchowych i tych dużych ,które utrzymywały i sterowały moim lotem. Wyglądało to tak jakbym po prostu rozbił się przed Twym domem. Porażony Twoim blaskiem ,który spalił mnie niczym płomień. Moje skrzydła już w niczym nie przypominały skrzydeł. Były powyginane, połamane i nagie bez piór, które teraz poruszane wiatrem zwiedzały Twoje podwórko. Zaczęłaś od zwykłej małej torby. Nawet nie była podróżna bo i rzeczy było mało tych ode mnie. Książka, zdjęcia ,nie wysłane pocztówki, zasuszone kwiaty, zdarte płyty i może coś tam jeszcze. Zapakowałaś to sprawnie i torbę rzuciłaś pod drzwi. Potem w zielony kufer zaczęłaś wkładać wszystkie moje pocałunki te pochodzące z szacunku, te z tęsknoty i te z namiętności ,dotknięcia, muśnięcia te delikatne opuszkami palców i te gwałtowne gdy zaciskałem Twoją dłoń. Było tego sporo. Kufer szybko się napełnił i tak jakby swą drewniana podświadomością przed zamknięciem się bronił. Bez litości dopchnęłaś go kolanem i zapadka zapadła. Pamiętasz zielony to mój ulubiony kolor i jest on orędownikiem nadziei. Już mnie nie słyszysz. Sprawnie te moje wszelkie dźwięki ucinasz i zagłuszasz. Potem wyjęłaś dużą torbę. Z wielkim mozołem zaczęłaś wkładać tam wszystkie wspomnienia poczynając od mroźnych spacerów, spontanicznych spotkań, planowanych wypadów, niechcianych rozstań i cudownych powrotów. Upychałaś to w pospiechu. Bez ładu i składu. Już przecież mogą się pogiąć ,podrzeć bo są nikomu nie potrzebne. Wsypałaś tam tonę uśmiechów, pełne kieszenie szczęśliwych chwil, z kilka studni wylanych łez, wysokie stogi czułych słów i głębokie jezioro naszych spojrzeń. Wszytko się zmieściło i załadowałaś mnie na wóz, który mnie zawiózł nad morze. Tam czekał na mnie okręt. Dziwne to wszystko bo nikogo nie było w tym świecie. Byłem tylko ja i byłaś Ty. Wtedy uświadomiłem sobie ,że wyrzucasz mnie z tego świata. Okręt bez załogi prowadził mnie przez wzburzone morze, a przede mną mknęły delfiny. Wiedziałem, że pilnują abym w dziwny sposób nie zboczył z kursu. Dobiliśmy do skalistej wyspy bez drzew ,kwiatów, ptaków i słońca. Nawet szum morza był tam dziwny bo taki obcy i odległy. Na brzegu przywitała mnie jednak kobieta. To moja dobra znajoma, a na imię jej samotność. Uśmiechnęła się lekko i ironicznie. Wiedziała, że tam powrócę. Ja tylko się oszukiwałem, że może być inaczej.
Ps. Ten nie wysłany list o który prosiłaś. Widzisz nie jestem wróżką a wiem co będzie dalej. Co zabawniejsze sprawdza się to wszystko. Pozdrawiam
......Jeszcze parę dni temu rozmawiałem z Tobą w myślach .Tam w tym pięknym miejscu gdzie kiedyś Cię przytulałem, całowałem, tuliłem o tym że chciałby zobaczyć Cię przy tulu prostych czynnościach jak smarowanie chleba, ścielenie łóżka ,zasypianie, wycieranie ręcznikiem......Te wszystkie codzienne czynności przy których nie było mi dane Cię zobaczyć. Potem dzwonisz i mówisz ,że tak nie potrafisz, że już nie chcesz się spotykać bo to ukradkowe spotkania i źle się z nimi czujesz.... Ten list miałem w planach do napisania ale miał on zawierać inne treści, słowa. Teraz jednak gdy kwiaty więdną żadna woda im nie pomoże, ani promyki słońca, ani ciepło letniego wieczoru. Więc i to co zamierzałem napisać przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.... Pytałaś dlaczego poprzedni list był taki smutny. Tak wtedy poczułem się jak dziś ,teraz. Opuszczony i sam......nie wiem jak ja się dziś odnajdę......Zrozumieć Cię ........czułem to ,że to zrobisz i zawsze się tego obawiałem. Ty się zapierałaś ale ja to czułem bo zawsze stałaś tam na tym moście, z którego mieliśmy skoczyć, niezdecydowana, niepewna.......Wszystko rozumiem tylko powiedź co mam powiedzieć memu sercu ,że Ty już nie jesteś moja, że nie jesteś moją kochaną Iskierką. Powiedź no jak?? Jak wytłumaczyć moim dłoniom, że już nie będą Cię dotykały. Jak przekonać moje oczy, że już nie będą w Twoje spoglądały....Nie, nic nie rozumiem i nie chce rozumieć.....Świat jest pełen zimnego rozumu a tak mało w nim ciepłego serca. Jestem w Tobie zakochany a Ty jak chcesz możesz polewać mnie zimną wodą, odganiać ,przeganiać.....Ja jeszcze tu trochę postoje bo przecież nadzieja to taki mocny piedestał kruchych ludzkich pragnień i marzeń........Chce całować Twoje dłonie.............................................Mam tyle do napisania Ci jeszcze ale już nie mogę ,nie dziś kochana. Jak pusto zrobiło się bez Ciebie ............ środa, 22 lutego 2012, otulonywiatrem
Tagi:
płatki śniegu
Komentarze
2012/02/23 08:55:15
...tak, strasznie smutno i nagle sama uswiadomilam sobie ze milosc jest najwiecej warta ale najtrudniej sprawic by trwala, bo nie mamy na to czasem wplywu...
Gość: agnieszka, public-gprs101673.centertel.pl
2012/02/23 10:05:56
A ja troszkę się pogubiłam... Pewnie częściowo z powodu Twoich, czasami sprzecznych, komentarzy. Czy to w dalszym ciągu opisywanie chronologiczne historii?
2012/02/23 11:02:56
Aż boli. Bardzo. Przypomniałeś mi jak bardzo uderza w nas ta krzywda, której doświadczamy od ludzi ledwie chwilę temu najbliższych. Ale to mija, banalne powiedzenie, że czas leczy rany ma zastosowanie. Tylko człowiek poraniony bliznami już nigdy nie będzie taki sam...
Przykro mi było czytać ten wpis. Mam nadzieję, że coraz więcej w Twoim życiu chwil dobrych, jasnych i od nadziei zielonych... 2012/02/23 14:58:58
@ purplesoul Jakoś się trzymam, dziękuję.
@ mankatoja Tak, teraz już wiem, że nie mamy na to wpływu choćbyśmy nie wiem jak bardzo kochali to i tak miłością miłości nie wywołamy. @ Agnieszka Droga Agnieszko to wszystko to czas przeszły, a gdy przejdę do teraźniejszości to na pewno w tytule to zaznaczę;) @ em.bovary Nie to nie banał, czas leczy rany chociaż są i takie które nigdy się nie zabliźnią i czasem będą mocniej boleć. Faktycznie takie rzeczy zmieniają na zawsze człowieka, dziękuję:)
Gość: agnieszka, 31.61.14.24*
2012/02/23 15:55:30
Czas nie leczy ran, niestety. Przyzwyczaja nas jedynie do bólu.
2012/02/23 18:07:42
kiedy czytałam Twój przejmująco smutny wpis....nagle Twój ból stał się także moim bólem...wszystko wróciło... przypomniałam sobie moje cierpienie...moje łzy....pamiętam wszystkie emocje , które wtedy się podziały....i jedno słowo . które powtarzałam najczęściej: DLACZEGO TAK SIE STAŁO ??!! Odpowiedzi nie znalazłam do dzisiaj...
Bardzo mocno Cię przytulam.... Z czasem ból stanie się bardziej tępy...przyzwyczaisz sie do niego... nie wiem, czy minie...przejdzie.... mnie jeszcze boli... jeszcze...ale juz inaczej... 2012/02/23 20:51:58
Smutne to , ale jak pięknie opisane.... dech zapiera , ściska za serce, wyciska łzy....
2012/02/23 21:51:03
Tak dokladnie ja tez tak samo uwazam.Twoje opowiadanie jest smutne ,ale jakze pieknie umiales przelac swe uczucia ,pokazac jaki jestes wrazliwy jak ten Motyl do ,ktorego sie porownales,taki kruchy,cichy i piekny w swej skromnosci.Slyszalam nawet taki cytat ,ze Milosc jest wtedy piekna ,gdy ma wdziek Motyla a Twoja byla piekna ,taka prawdziwa ,nieudawana to widac jak na dlooni w tym opowiadaniu.Szkoda ,ze iskierka nie czula tak jak Ty,no tak juz jest w zyciu ,ze droge mozemy sobie wybrac.ale nie ludzi,ktorych sie spotyka na tej drodze.Postaraj sie tak troszeczke,aby kazdy dzien mial szanse stac sie najpiekniejszym dniem Twojego zycia:) Pozdrawiam
2012/02/24 23:32:24
@ Agnieszka - Chyba masz rację:)
@ mariza1965 - Dziękuję za mocne uściski:) @ brunetkamala - Dziękuję:) @ kolderka17 - Jak mądrze napisane. Od pozdrawiam i obiecuję, że będę się starał:) |
|
Trzymaj się dzielnie, Otulonywiatrem, choć na ten ból pewnie nie ma lekarstwa, Czas pomoże nauczyć Ci się z nim żyć...